niedziela, 27 listopada 2011

Niedziela...:D

Witajcie,

Dziś niedziela, dla mnie dzień odpoczynku i....  podjadania smakowitego ciasta.
Ostatnio staram się mieć na niedzielne popołudnie coś smakowitego do kawy :D i dobrze jeśli jest to wypiek domowy (jakoś jeśli ma to być kupione ciasto to zwykle o nim zapominam i w niedziele nie ma ;)).
Dziś chcę podzielić się z Wami przepisem, który pewnie wiele z Was już zna od dawna - ja jednak zdecydowałam się wypróbować go niedawno i to był strzał w 10.
Mowa oczywiście o cieście marchewkowym ;D



Oto przepis:

250 g mąki pszennej pełnoziarnistej (ja daję zwykłą)
25g proszku do pieczenia
1 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
100 g wiórków kokosowych
5 jaj średniej wielkości
185 ml oleju
250 g ciemnego miękkiego cukru (jeśli nie mam daję zwykły trzcinowy cukier)
500  g marchwi (startej na grubych oczkach)
50 g orzechów włoskich (robię bez, bo cena ostatnio to jakaś przesada)
100 g rodzynek

Jajka, olej i cukier wyrobić na kremową masę, dodać suche składniki. Delikatnie wymieszać, dodać startą marchewkę, rodzynki i orzechy.
Przygotować blachę  rozsmarować olej i posypać mąką.
Ciasto piec w temperaturze 180 stopni przez 40 minut (u mnie to 200 i zwykle 50 min lub "na oko" ;))


Do ciasta można przygotować frosting. Ponieważ mnie za pierwszym razem nie wyszedł więc robię bez tego i też jest pyszne ;D.
Przepis pochodzi z kanału na YT Gotowanie w sieci, gdzie jest więcej przepisów na smakołyki ;D


Życzę Wszystkim spokojnej niedzieli i smacznego !!
Renata

piątek, 25 listopada 2011

Światowy Dzień Pluszowego Misia :D

Witajcie,

Dziś Światowy Dzień Pluszowego Misia :D
Wszystkim Miłośnikom Pluszowych Misiów oraz tym którzy Misiami bywają (nawet jeśli nie pluszowymi) Wszystkiego dobrego na nadchodzący rok ;D


Ja i Mój Pluszowy Miś mamy dziś dla Was do zaprezentowania dwa produkty:
BONDER firmy Orly (cena 42 zł z kosztami przesyłki na stronie dystrybutora marki), pojemność 18 ml
jest to podkład pod lakier - właśnie dziś przyszła paczka, przetestuję i oczywiście przyjdę do Was z recenzją.
Kolejny  produkt to pędzel do makijażu marki SEPHORA stipping diffuseur poudre nr 113 .
Pewnie bym się na niego nie zdecydowała, jednak udało mi się kupić go w bardzo dogodnej cenie 20 zł .
Niestety ponieważ dobre światło o tej porze to rzadkość udało mi się zrobić tylko jedną fotkę.
 Przy recenzji postaram się zaprezentować oba produkty nieco lepiej.

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do komentowania
Renata

niedziela, 20 listopada 2011

W oczekiwaniu na zimę...

Witajcie,
Nie, nie... proszę nie sądzić, że lubię zimę i jakoś z niecierpliwością na nią oczekuję. Wprost przeciwnie. Jednak wiem, że czy to mi się podoba czy nie, na pewno przyjdzie.W związku z tym...
Dziś nie kosmetycznie. Naoglądałam się w sieci blogów (lista obserwowanych robi się coraz dłuższa) i zapragnęłam zaprezentować coś zimowego. Już od ubiegłego roku "poluję" na kurtkę. Wymagania były dość wysokie: mam nie wyglądać jak przerośnięta beza, ma być nie za jasna (bo przy odśnieżaniu auta czasem to przeszkadza), ma nie być za gruba bo pod nią i tak muszę coś wkładać itd., itd...Efekt... biegałam w jasnej kurtce, którą świsnęłam mamie (ku jej wielkiemu niezadowoleniu).
W tym roku, ponieważ zima się nie spieszy postanowiłam: muszę kupić coś dla siebie.
Oto efekt postanowienia:

W TK-MAXX upolowałam potencjalny ideał. Ciepło, lekko, czarne  i nie wyglądam jak wyrośnięta beza.
Brak trochę kaptura, ale widocznie nie można mieć wszystkiego.


pod szyją milusi zamszowy materiał z tyłu gumka, która nie pozwala kurtce się "zbezić"


Do czarnej kurtki przyda się rozjaśnienie więc wyjęłam z szafy efekt ubiegłorocznej pracy i z ogromnym uśmiechem poprosiłam mamę o drobną przysługę :D - a wszystko zaprezentuje na moim "modelu":


"Model" miał stać się ubiegłorocznym prezentem dla trzylatki, ale tak patrzył tymi oczkami, więc został.


Szalik nieco na "modela" za duży, ale komu to przeszkadza :D

A jak tam u Was oczekiwanie na zimę? 
Pozdrawiam ciągle jesiennie, Renata 

Ubrania:
kurtka - TK-MAXX
szalik - wytwór rąk własnych
czapka- po dużym uśmiechu moja mama :D (model 32 Mała Diana Extra nr 5/2011)

czwartek, 17 listopada 2011

Trochę zakupów ;)

Witajcie,
Z tym postem czekałam, aż dotrze moje zamówienie z AVONU. Nie ma tego zbyt wiele, ale postanowiłam bardzo ograniczyć zakupy kosmetyczne i staram się nie kupować kolejnego balsamu przed zużyciem obecnego itd.
Ale jednak...

Z serii FOOD WORKS skusiłam się na:
płyn do kąpieli do stóp o zapachu pomarańczy i cynamonu (zapach bardzo przyjemny)
oraz na krem do stóp* z tej samej serii.
Nie miałam jeszcze produktów z tej serii pomyślałam więc, że czas spróbować :)
Kolejna rzecz to nawilżająca odżywka do skórek i paznokci z witaminą C - kupiłam sobie zapas, jest na moim blogu wpis na temat tego produktu. O ile wcześniej obawiałam się, że będzie niezbyt wydajny, zmieniam zdanie - okazał się bardzo wydajny i nadal jest to mój nieodzowny pomocnik w walce o ładne dłonie :).
Kolejny produkt to balsam do nawilżania skórek o zapachu różanym (jeśli ktoś nie lubi tego zapachu nie polecam, bo jest dość intensywny).
Myślę, że o produktach do nawilżania skórek zrobię osobny wpis ponieważ nazbierało mi się ich już trochę, muszę jednak trochę dłużej ich poużywać, żeby wyrobić sobie zdanie na ich temat :)

Kolejne dwa produkty to już MAXFACTOR. Nie ukrywam, że lubię tę markę. Tym razem po dłuższych poszukiwaniach podkładu wybrałam:


Nowy podkład z serum, ja mam nr 55. Posiada on SPF 15 i wygodną w użyciu pompkę i na razie bardzo mi się podoba, ale więcej za jakiś czas.
Od dłuższego już czasu zastanawiałam się również nad wyborem korektora i padło na:


MaxFactor Mastertouch under-eye  Concealer - czy słuszny to wybór? zobaczymy.
Jako drobiazg kupiony typowo z rozpusty wybrałam:

MANHATTAN błyszczyk do ust  Tasty Lips. Słodko, przyjemnie pachnące 6 ml. Jednak nie wiem czy będę z tego produktu zadowolona tak na 100 % ponieważ po jego użyciu usta nieco się kleją, jednak zapach bardzo mi się podoba :D  a dość "tłusta" konsystencja może okazać się zbawienna do ogrzewanych pomieszczeń.
Tyle z moich zakupów, jak widać nie ma tego zbyt wiele.
Nadal zachęcam do komentowania postów, chyba muszę pomyśleć jak zachęcić Was do kontaktu ;)
Na razie pozdrawiam serdecznie , Renata

* oczywiście mowa o wygładzającym Scubie, za pomyłkę przepraszam 

poniedziałek, 7 listopada 2011

SZAMPON SEBORADIN - kuracja do włosów skłonnych do wypadania

Witajcie,
Dziś postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią na temat Szamponu, jest to (jak widać w tytule):

SZAMPON SEBORADIN, do włosów przetłuszczających się, skłonnych do wypadania


Bez zbędnych wstępów zaczynam :D:

Pojemność/cena: 200 ml w cenie regularnej 26,99 w promocji 24,49 - (w super-pharm)

Zapach- to coś, co w przypadku tego produktu może odstraszyć. Z racji tego, że produkt ten w składzie ma czarną rzodkiew oraz naturalne ekstrakty ośmiu ziół, zapach (przynajmniej dla mnie) nie jest zbyt przyjemny. Taki rzodkwiowy (czyli bardziej śmierdzący niż pachnący) - na całe szczęście nie utrzymuje się on na włosach zbyt długo.
Konsystencja -  typowo "szamponowa", dość gęsta, kremowa

Przeszkadza mi efekt takiego "piszczenia" włosów gdy są mokre. Dla osób które mają tendencję do plątania się włosów, produkt ten może okazać się kłopotliwy (tak mi się wydaje).

To tyle jeśli chodzi o pierwszy rzut oka. Teraz konkrety.
Obietnica producenta:

Teraz po kolei co myślę o obietnicach producenta:

U mnie nie zapobiega przetłuszczaniu się włosów. Myję włosy z taką samą częstotliwością jak przy użyciu innych szamponów.
Jeśli chodzi o zapobieganiu wypadaniu i łamaniu się włosów muszę przyznać, że zauważyłam poprawę, nawet dość dużą.
Używam tego szamponu na pewno dłużej niż 3 tygodnie. Myję włosy tylko raz (gdzie innych szamponów używam zwykle dwukrotnie) - przy tym szamponie uważam to za wystarczające.
Nie zauważyłam jednak jakiegoś wyjątkowego efektu nawilżenia i odżywienia włosów - może po dłuższym używaniu.

To tyle ode mnie na temat tego produktu. Skończę go sobie używać, i jeśli ponownie będę mieć problem z wypadaniem włosów na pewno po niego sięgnę. Być może skuszę się również na odżywkę do włosów.
Muszę Wam powiedzieć, że produkty Seboradin (z zawartością czarnej rzodkwi) są mi znane od bardzo dawna i już w okresie młodzieńczym używałam preparatu wzmacniającego. Ciszę się że firma wzbogaciła ofertę o szampony, odżywki  i przymierza się chyba do wprowadzenia na rynek żeli pod prysznic.

Może Wy również mancie takie produkty, do których wróciłyście po latach i okazały się równie dobre jak kiedyś?
 Zachęcam do komentowania. Pozdrawiam serdecznie

czwartek, 3 listopada 2011

Zaczynamy sezon grzewczy

Witajcie,

Mimo, iż w ostatnich dniach pogoda nas rozpieszcza, mieliśmy już kilka chłodnych dni, kiedy bez dodatkowego ogrzewania nie było przyjemnie. Moja skóra nie lubi sezonu grzewczego. W ostatnich latach z cery tłustej przekształciła się raczej w cerę suchą w momentach normalną. Mimo, że ogrzewanie było niewielkie odczułam to na swojej twarzy dość dotkliwie. I tu przyszedł mi z pomocą pewien krem:

Calma HLC krem biolipidowy, Ziaja do cery bardzo suchej, wrażliwej i podrażnionej, pojemność 50 ml
Krem kupiłam w marcu tego roku jako ratunek na podobne problemy, jednak nie zużyłam, ponieważ na wiosnę i lato okazał się zbyt treściwy. Jednak na okres jesień/zima na pewno będzie doskonały.
W momencie gdy odczuwałam "ściągnięcie" skóry sięgałam po ten produkt, aż skóra odzyskała swój poziom nawilżenia, potem używałam go dwa razy dziennie rano i wieczorem (wieczorem nakładając dość grubą warstwę i wklepując, zgodnie z instrukcją). Używałam tego kremu pod podkład, jednak po ok. 30 min od nałożenia. W początkowym momencie po aplikacji krem daje dość mocno świecącą powłokę, nieco bielącą skórę, jednak dość szybko się wchłania.



skład:

Uważam, że dla osób z problemami suchej skóry ten produkt może być ogromnie pomocny. Trudno mi powiedzieć jak zachowywałby się u osób z cerą mieszaną i tłustą. Ja na pewno będę po niego sięgać.
Cena z marca 2011- 10,50 zł.
Wg informacji ze strony producenta Ziaja, krem jest dedykowany osobom w wieku 30+.
W skład serii wchodzą również: żel myjący z wapniem i krem pod oczy.  Myślę, że wypróbuję.

Pozdrawiam Was serdecznie. Oby ciepłą pogoda nadal nas rozpieszczała. Zachęcam do komentowania i widocznego obserwowania :)
Renata

wtorek, 1 listopada 2011

Ulubieńcy miesiąca października 2011

Witam
Dziś pierwszy post z ulubieńcami na moim blogu.


 Nie ma tych produktów zbyt wiele. O kilku z nich już wspominałam przy okazji zakupu, ale dwa albo trzy pojawiły się tu po raz pierwszy. Aby nie przedłużać zaczynam:

1. Krem nawilżający na dzień z podkładem Maxfactor dla jasnej karnacji, Olay - o tym produkcie nie będę się zbytnio rozpisywać ponieważ wiele osób już o tym mówiło. Dodam tylko tyle, że w momencie kiedy rozpoczął się sezon grzewczy, moja skóra kiepsko to zniosła i musiałam zrezygnować z zestawu podkład + puder, ponieważ zbyt wysuszały moją skórę. (w odrębnym poście napiszę co było moim wybawieniem).

2. Perełki rozświetlające AVON - dość często mi odpowiadało takie wykończenie makijażu.

3. Sephora eye liner, ja mam w kolorze 04 dark grey-  kupiłam ten eyeliner w wakacje na przecenach jakie były w Sephora za  8 zł i bardzo go polubiłam.

Bardzo podoba mi się kolor i efekt na oku, kreska jest wyraźna ładnie się utrzymuje, nie wyciera się w ciągu dnia. Kreska jest w metaliczna, nie matowa. Niestety ciężko było mi zrobić zdjęcie dobrze oddające możliwości tego produktu.

4. Tusz do rzęs, Essence multi action, wydłużający i pogrubiający - bałam się, że tusz za niewielki pieniądze (coś ok 8-9 zł w promocji) nie za bardzo się sprawi. Cieszę się jednak, że moje obawy były przedwczesne. Tusz na moich rzęsach dobrze się sprawuje, nie polecam jednak gdy ktoś zechce osiągnąć efekt "sztucznych rzęs" po nałożeniu kilku warstw kruszy się.

5. Pomadka do ust MaxFactor, kolor Burnt Caramel nr 745 - dla mnie super. Nie wysusza mi ust, nie utrzymuje mi się cały dzień bo mam tendencję do "zjadania" szminki. Dlatego ogromną zaletą jest gdy szminka daje się "zjeść" równomiernie, a tak się dzieje w tym przypadku. Na pewno będę sobie używać tego kosmetyku tej jesieni :D

6. Cień do powiek MaxFactor nr 128 Pssionate Plum- mam ten cień już dość dawno, i mimo, że kolor i jego satynowe wykończenie bardzo mi się podobały od początku, jakoś nie umiałam znaleźć właściwego zastosowania dla tego koloru. Ostatnio jednak bardzo podoba mi się efekt jaki daje ten cień położony na kredkę.



7. Kredka do powiek IsaDora nr 42 Dark Blue-  mam tę kredkę też od kilku lat i czasem jej używałam, ale nie lubię jej samej bez cienia. (ostatnio tego śliwkowego).


8. Inglot Pearl kolor 434- bardzo ładny cień, na pewno będę go używać teraz  listopadzie, zdjęcia tutaj.

To oczywiście nie wszystkie produkty jakich używałam w tym miesiącu. Mam nadzieję, że przypadnie komuś coś do gustu :D
Zapraszam do komentowania i do lektury kolejnego posta 
Renata :)