niedziela, 30 marca 2014

"Co tam Panie w życiu słychać" - czyli kwartalne rozliczenie postanowień noworocznych

Witajcie,

U mnie dziś drobne podsumowanie. Proszę się nie martwić nie będę Was zamęczać szczegółami.
 Mam przeczucie, że ten rok będzie dla mnie przełomowy pod wieloma względami - jednak aby te zmiany mi się podobały i zbliżały mnie do spełniania marzeń postanowiłam podejść do postanowień noworocznych trochę inaczej niż w poprzednich latach.

Niedziela to taki wyjątkowy u mnie dzień. Zwykle mam spokój i sporo czasu na przemyślenia.
Koniec marca to dobry czas aby wrócić do swoich postanowień i sprawdzić jak mi idzie.
I pewnie nikogo nie zaskoczę, że o pewnych szczegółach które wpisałam sobie na listę zdążyłam już zapomnieć. Tym bardziej cieszę się, że zajrzałam.
Pomyślałam, że większe szanse na realizację moich celów będę miała jeśli określę zadania na nadchodzący miesiąc.
Swoje postanowienie Noworoczne podzieliłam na 5 kategorii:

1. Praca zawodowa, 2. Życie osobiste (czyli relacje z bliskimi) 3. Zdrowie, 4. Rozwój, 5. Samospełnienie

Po dzisiejszych przemyśleniach dodałam koleją kategorię 6. Wizerunek

Oczywiście wiadomo, że nie ma takiej możliwości aby we wszystkich sferach życia jednocześnie realizować szczegółowy plan z równym zaangażowaniem - bo doba ma nadal tylko 24h.
Taki podział pozwala mi lepiej się motywować bo zawsze w jednej kategorii wypada coś lepiej i można sobie powiedzieć - o, ale tu mi się udało więc nie jest źle.

Weekend to również taki czas kiedy lubię sobie pogotować. Chętnie sięgam po nowe przepisy, tym razem miałam ogromną ochotę na ciasto - mile widziany był tort. Zajrzałam do internetu i z pomocą przyszedł mi blog  Kwestia Smaku i przepis na tort Amaretti




Oczywiście nie byłabym sobą gdybym w oryginalnym przepisie nie dokonała zmian. Zamiast alkoholem Amaretto do nasączenia użyłam Gorzkiej żołądkowej, zamiast jajek do masy użyłam śmietanki 36%. I oczywiście upiekłam ciasto z połowy podanych składników w blaszce o średnicy 18 cm.
Muszę przyznać, że ciasteczka migdałowe są fantastyczne i nadają ciastu tak silny aromat migdałowy jakiego nigdy bym się nie spodziewała. Są jednak dość słodkie - w związku z czym zmniejszyłam odrobinę ilość cukru, który dawałam do ciasta. Ogólnie pyszne. Tak wiem, wiem... teraz pewnie ktoś zapyta czy w postanowieniach noworocznych nie było niczego o diecie i zdrowym stylu życia? Było - i w myśl tego postanowienia staram się jadać tylko wypieki domowe: nie podjadam batonów, cukierków, kupowanych ciastek. To sprawia, że nie jestem na cukierniczym głodzie a jednocześnie znacząco ograniczyłam ilość zjadanych słodyczy bo przecież nie codziennie chce mi się piec ciasta (nawet gdyby się chciało nie zawsze jest na to czas).


A jak tam u Was z realizacją planów? Zapraszam pozostania w gronie obserwatorów. 
Wszystkim miłego tygodnia, Renata

poniedziałek, 24 marca 2014

Spontaniczne podsumowanie dnia

Witajcie,

Przyszła mi ochota na małe podsumowanie dzisiejszego dnia. W zasadzie nie ma wiele tego podsumowania jeśli większą część dnia zabrała mi praca. Ale znalazło się również kilka chwil na drobne przyjemności.

Podzielę się z Wami moim odkryciem smakowym


Mniammmm....
Dla wszystkich, którzy lubią serek z owocami. Oczywiście to serek na słodko. Jeśli chodzi o mnie to pyszny początek dnia. Oba są pyszne ale Wiśnia z Żurawiną to zdecydowanie smak dla mnie.

Pomyślałam, że przedstawię Wam dziś książkę, którą ostatnio skończyłam czytać.


Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym, Grażyna Jagielska, Wydawnictwo Znak, 2013, stron 2015
Zainteresowałam się tą książką po porannej audycji w radiowej Trójce, gdzie jeden z redaktorów rozmawiał z autorką, opowiadali o czym jest ta książka.
A o czym jest? Jak dla mnie o relacji jaka potrafi łączyć dwoje ludzi. Więzi, bardzo silnej i trudnej do opisania osobom postronnym. Bo jak wytłumaczyć komuś, że strach o bliską osobę, przeżywanie przywiezionych historii i ludzkich losów może doprowadzić do Kliniki Stresu Bojowego osobę, która nie była na wojnie?
To nie jest łatwa i lekka historyjka. Nadal nie rozumiem pewnych decyzji jakie na różnych etapach swojego życia podejmuje autorka. I niech tak zostanie. Tym razem potraktowałam  książkę jako relację, jako historię, która się komuś przydażyła i którą zechciał się ze mną podzielić. Wszystkie znaki zapytania, chęć oceny postępowania zostawiłam gdzieś z boku. Ta książka zostawiła we mnie pewien ślad. To książka bardzo intymna.
Obecnie czytam kolejną książkę tej autorki Anioły jedzą trzy razy dziennie - ta książka jest opisem pobytu w klinice leczenia stresu - ale o tym opowiem gdy skończę

Jestem już zmęczona. Dobrej nocy  i spokojengo wtorku. U mnie zapowiada się ciężki dzień, ale liczę na to, że jakoś podołam.

niedziela, 23 marca 2014

Niedziela - to lubię !!

Witam,

U mnie dziś niedzielnie, spokojnie tak po domowemu. Pogoda niestety się zmieniła i dziś już chłodniej i pochmurnie. Urok wczorajszego dnia gdzieś sobie poszedł. Nie powinnam się dziwić przecież to normalne wczesną wiosną :)

U mnie jeśli w niedziele nie ma na obiad rosołu to jakby niedziela była niekompletna.
A jeśli rosół to konieczne z domowym makaronem :)

Tu miało być zdjęcie, które kiedyś zrobiłam, ale niestety... gdzieś się zapodziało, nawet obawiam się, że w szale porządkowym skasowałam.

Pomyślałam jednak, że czas na Facebooka dla mojego bloga.
Zapraszam do polubienia . Zapraszam również na google +.

Wybaczcie jeszcze niedopracowane różne elementy, brak miniatur itp. z czasem na pewno wszystko się pojawi.
 Tymczasem życzę przyjemnego poniedziałku i do kolejnego posta.

sobota, 22 marca 2014

Eksperymenty z minerałami czyli testowanie LILY LOLO

Witajcie,

Witajcie w ten sobotni, piękny dzień. Może pod wpływem wiosennej aury ale zatęskniłam do blogowego świata. Po długiej przerwie spowodowanej paskudnym przeziębieniem  i natłokiem obowiązków postanowiłam wrócić, zwłaszcza, że mam sporo pomysłów na nowe posty.

Będąc w Stolicy poczyniłam pewne zakupy w MAC i przy okazji dowiedziałam się, że gdzieś w Katowicach niebawem również będzie sklep MAC. Zainteresowanym polecam śledzić informację z Galerii Handlowych.
Ja się cieszę - zawsze to bliżej niż do stolicy ;).

Muszę przyznać, że taki 5 dniowy pobyt w Stolicy to zbyt mało na wszystko co chciałoby się zobaczyć, pozwiedzać i jeszcze zrobić zakupy. Niestety przemieszczenie się po mieście jest co prawda dość łatwe ponieważ do dyspozycji jest wiele możliwości - autobus, tramwaj, metro (chętnie zabrałabym je ze sobą ;)) jednak gdy chce się każdego dnia pobytu pojechać w dwa miejsca, leżące po przeciwnych stronach Warszawy i wrócić do domu,  to koszt takiego wyjazdu dla dwóch osób zaczyna robić się poważny. Wielka szkoda, że władzę miasta nie zadbały o osoby spędzające tam kilka dni i nie pomyślały o bilecie 3 lub 5 dniowym.  Ale nie o tym miało być dziś... :) Może jeszcze opiszę swoje wrażenia z pobytu - ale w osobnym poście.

Już od ubiegłego lata zastanawiam się nad podkładem mineralnym. Po obejrzeniu na YT filmiku Red Lipstick Monster (filmik tutaj) postanowiłam kupić sobie taki podkład.
Wybrałam kosmetyki firmy LILI LOLO, których dystrybutorem jest firma Costasy.
Zdecydowałam się na Mineral Starter Collection Light, ponieważ chcę dobrać sobie odpowiedni odcień podkładu.
Muszę przyznać, że paczka jest zapakowana z ogromną dbałością o detale i element estetyczny.

Paczkę przynosi kurier. Tańsza alternatywa - paczkomat.









W zestawie jest 3słoiczki z trzema różnymi odcieniami podkładów mineralnych - po 0,75 g każdy, jeden słoiczek z pudrem 0,5 g. oraz mała wersja pędzla  kabuki - Baby Buki Brush.






No śliczne to wszystko, tylko niestety jakie śliczne takie drogie- taki zestaw to cena 88, 50 zł do tego dochodzi cena wspomnianego już kuriera, razem ok 101 zł.

Długo zastanawiałam się nad wydaniem takiej kasy ale zdecydowałam, że jeśli chcę sobie dobrać odcień podkładu i wypróbować czy taki kosmetyk to coś dla mnie - jest to najlepszy sposób. (Jeden podkład pełnowymiarowy to cena 72,90 + kurier lub paczkomat przy przedpłacie - więc uznałam, że lepiej dobrze dobrać odcień).  Próbuje sobie dobrać kosmetyki, dzięki którym przez wiele godzin będę dobrze wyglądać ponieważ mam pewne plany zawodowe, w których będę narażona na tzw. ekspozycję społęczną i dobrze zrobiony makijaż na pewno doda mi pewności siebie.

Pierwsze worażenie ? Bardzo fajny jest ten mały pędzelek, miękki, delikatny - bardzo się z niego cieszę.
Jeśli chodzi o sam podkład - dotychczas wypróbowałam jeden odcień. Chwilę po nałożeniu myślałam, że to nie będzie jednak kosmetyk dla mnie ponieważ moja twarz wyglądała jak ciastko. Jednak po kilku minutach produkt ładnie stopił się ze skórą, fajnie wyrównał koloryt skóry. Nie miałam wrażenia maski, w zasadzie po chwili zapomniałam, że jestem pomalowana. Po ok. 3 godzinach skóra była nadal matowa. Niestety - przy używaniu tych  produktów musicie uważać na ciemną  ponieważ produkt się ściera. Jednak schodzi dość ładnie - nie powstają wytarte plamy. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie zostało zatarte i chętnie wypróbuję ten kosmetyk czy sprawdzi się przy całym dniu pracy.

UWAGA!!! Dla znających firmę Costasy do 24 marca jest promocja na wybrane kosmetyki min. podkłady(cena z 72,90 na 61,97) .

Tak to wygląda gdy człowiek długo się nie odzywa - to potem pisze, pisze, pisze.... (cieszcie się, że nie mówi - to by dopiero było długo:D)
Jak tam u Was pierwsze dni kalendarzowej wiosny?
Życzę miłego niedzielnego wypoczynku i zapraszam na kolejne wpisy :)
Renata