poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Z wirtualną wizytą - "Subiektywny przewodnik po małych przyjemnościach"

Witajcie,

Dziś chcę Wam przedstawić niesamowite książki, niesamowitych autorów.


Seria  Subiektywny Przewodnik po Małych Przyjemnościach - to niepowtarzalne książki autorstwa Moniki Kantor i Sebastiana Załęckiego.
Na pewno wiele z Was miało okazję usłyszeć o tych książkach oraz odwiedzić blogi prowadzone przez autorów: Mimi oraz Zorkiego.

Dla mnie to niesamowici ludzie, którzy prowadzą życie, za jakim chyba po trochu tęsknię a na jakie chyba brak mi odwagi. Nie mam przyjemności znać autorów osobiście jedynie z blogów oraz kart książek, które postanowili wydać.
Część miejsc, które przybliżają są bliskie również mnie - Kraków, Wybrzeże. Przez 6 Brulionów przeprowadzili czytelników przez miejsca, które sami lubią i chętnie odwiedzają.
W każdej z książek jest rozdział poświęcony jedzeniu. Kilka przepisów na proste potrawy, chleb.

Brulion 6 chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Jakoś tak uderzył w moje tony.


Opowieść o żeliwnych naczyniach


Zima nad Bałtykiem



i wiele innych historii o Niedzielnej Audycji w Trójce, o Moim Krakowie w którym mam jeszcze tak sporo do odkrycia i mnóstwem cudownych zdjęć.

Nawet nie przypuszczałam, że obcy ludzie potrafią tak mocno wpisać się w moje tęsknoty i zobrazować to czego sama nie umiem powiedzieć. Wskazać mi miejsca obok których przechodziłam a nie widziałam.
W ten weekend pogoda u mnie sprzyjała lekturze. Przeczytałam więc wybrane fragmenty z części 6 i kilka z wcześniejszych części. Ogromnie się cieszę, że udało mi się trafić na bloga Mimi i mogę wracać do ulubionych zdjęć i ulubionych fragmentów książki. Już cieszę się na kolejny Brulion w przygotowaniu.

Lektura dała mi powód do tego aby się zatrzymać i zastanowić nad tym co dla mnie jest ważne. Czasem potrzebuję takich impulsów, dzięki nim w natłoku otaczających mnie informacji i mało istotnych spraw (które czasem urastają do rangi na jaką nie zasługuj) nabieram dystansu i spokoju.

Życzę Wam spokojnego tygodnia, Slow Life, Renata

sobota, 26 kwietnia 2014

Święta, Święta ... i po Świętach

Witajcie,

Były Święta i się zakończyły. Mam nadziję, że spędziliście Święta tak jak lubicie najbardziej.
Mnie nie udało się to do końca... ale od początku

Przygotowania, przygotowania... Oczywiście nie byłoby u mnie Świąt bez ciasta.


Zrobiłam sobie ogromną przyjemność pysznym ciastem pachnącym truskawkami :) Przepis znalazłam na stronie Kwestia Smaku  pod nazwą Kostaka wiosenna. Mimo, że moje było z mrożonych owoców pachniało, było pyszne. To był dobry pomysł żeby przywołać aromaty i zapachy lata. Tego było mi trzeba.

Pomyślałam, że Mazurek będzie doskonałym obiektem do zdobienia lukrem plastycznym.
Pierwszy raz "ubierałam" ciasto mega słodką masą i pierwszy raz robiłam ozdoby oraz używałam barwników w żelu.





Nie wszystko wyszło tak jak chciałam a robienie ozdób z lukru plastycznego wcale nie jest takie proste jak się wydaje. Ale cieszę, się, że spróbowałam i na pewno to nie ostatni raz. Jednak muszę dopracować recepturę lukru. Moja propozycja mazurka to bardzo prosty biszkopt - przepis ten sam co w cieście powyżej tylko upieczony na większej blaszce, żeby ciasto było cieńsze. Ciasto przełożyłam kremem tradycyjnym zrobionym z 4 jajek utartych na tzw. kogel-mogel (czyli zółtka utarte z cukrem) z utartym masłem oraz kieliszkiem spirytusu. Miałam ochotę na tzw. "tradycyjny" krem i uważam, że wyszedł pyszny.

I na tym moje radości świąteczne się skończyły. Niestety, mówiąc w skrócie miałam przykre spotkanie z dentystą wieczorową porą. Dentystka z Prywatnego Pogotowia Dentystycznego zmniejszyła stan posiadania zarówno mojego uzębienia jak również mojego portfela. Kolejny świateczny dzień spędziłam w domu z opuchniętym policzkiem. I skończyło się podjadanie smakołyków, ze spaceru również nic nie wyszło.
Na szczęście we wtorek mogłam już pokazać się otoczeniu.
Mam nadziję, że Wasze Święta były przyjemniejsze i bez dodatkowych "atrakcji".
Na szczęście mamy weekend!!
Miłego wypoczywania, Renata

niedziela, 13 kwietnia 2014

TAG: 10 rzeczy, które powodują, że czuję się szczęśliwa

Witajcie,

Na YT spotkałam się z takim tagiem i pomyślałam, że nie często uświadamiamy sobie co powoduje, że czujemy się szczęśliwi. A może  od czasu do czasu warto sobie to uświadomić.

Mnie jest potrzebne takie małe przypomnienie. Ostatnio pewne sprawy nie idą po mojej myśli. Rozczarowałam się decyzjami podjętymi przez bliską mi osobę i to popsuło nieco mój humor. Muszę jednak się przyznać, że nie było łatwo zebrać myśli i ubrać w słowa tak w 10 punktów.


1. Czas spędzony z mężem - dobrze się w swoim towarzystwie i w zasadzie wystarczy sama obecność. (niech sobie ktoś nie myśli, że tak różowo jest zawsze - dziś jednak piszę tylko o szczęściu :)

2. Czas spędzony z przyjaciółmi i znajomymi.

3. Możliwość karmienia innych - tak bardzo lubię gotować i przygotowanie potraw, ciast sprawia mi ogromną przyjemność a jeszcze większe, gdy moi goście są zadowoleni i podane potrawy im smakują. Ogromną uwagę przywiązuję do tego aby pamiętać kto czego nie lubi i czego nie może jeść - aby wszyscy byli zadowoleni.

4. Lubie jeść - to co sama ugotuję ale również bardzo lubię próbować nowych smaków. Oczywiście są smaki dobre na każdy frasunek: czekolada i lody.

5.  Pierwsze wiosenne słońce i ciepełko, pierwsze pączki na drzewach i takie przyjemne wiosenne powietrze.

6. Kawa - aromatyczna, gorąca, duża - wypita w spokoju. Taka chwila zatrzymania najlepiej w ładnym wnętrzu lub na świeżym powietrzu. W dobrym towarzystwie przy fajnej rozmowie lub samotnie z fajnym czasopismem.

7. Możliwość spokojnego spędzenia czasu - dni, kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć, mogę spokojnie zaplanować dzień i powoli, bez pośpiechu, dokładnie realizować zaplanowane czynności. Na koniec takiego dnia mam poczucie dobrze wykorzystanego czasu.

8. Czytanie książek - od kilku lat przestałam czytać książki, które mi się nie podobają. Jeśli w trakcie czytania irytuję się, i złoszczę lub poprostu nudzę - odkładam takie książki nawet jeżeli są to klasyki literatury. Już dawno doszłam do wniosku, że szkoda czasu na czytanie czegoś co nie sprawia mi przyjemność. Zawsze lepiej ten czas poświęcić na lekturę, która jest dla mnie ciekawa i powoduje, że jestem szczęśliwa :)

9. Oglądania filmów - najlepiej w kinie - oczywiście aby osiągnąć pełnię szczęścia zostać spełnionych kilka warunków.

10.  Iberyjskie klimaty :) - rytmy muzyki, taniec, kultura, historia, język...- tu mogłabym tak dość długo wymieniać.

Pisząc zauważyłam, że się uśmiecham :)
A jak jest u Was? Zachęcam wszystkich, którzy mają ochotę do napisania swoich 10 rzeczy, które powodują, że jesteście szczęśliwi - nawet jeśli nie podzielicie się tym ze mną to może tak dla siebie, żeby stwierdzić, że wcale tak wiele do odczuwania szczęścia nie trzeba.
Życzę Wam miłego tygodnia i zapraszam do komentowania :) Renata

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

To tylko godzina...- czyli zapraszam na poranek w moim świecie

Witajcie,

Wczoraj wieczorem wpadłam na pomysł, że zaproszę Was do siebie na szybki poranek.
Taka godzina przed lustrem

Wstaję dość wcześnie 5:20 czasem trochę później - w zależności od tego czym jadę do pracy (samochód, autobus, bywa, że chadzam piechotą- jakieś 40 do 45 minut)

Dzień dobry, :)


Dziś do pracy jadę samochodem - mogę więc dłużej poleżeć


To kawałek zaspanego jeszcze Świata. Trudno powiedzieć czy jest pochmurno, czy się rozpogodzi


Temperatura szału nie robi- jak się ubrać ?

Czas na prysznic.
Lirene żel + oliwka pod prysznic, Oliwka z mango - jak na mango pachnie dziwnie pomarańczowo. Nie jest to tak mocno nawilżający produkt, jakbym się tego spodziewała, dlatego używam
Balsam Ziaja med Kuracja lipidowa- dużą zaletą tego produktu jest bardzo słaby zapach, który bardzo szybko przestaje być wyczuwalny, szybko się wchłania - lubię go używać rano



Kolejnego produktu nie muszę przestawiać. To mój ulubiony dezodorant.



Czas na kosmetyki pod makijaż:
Krem w zasadzie żel Nawilżający Lirac - fantastyczny produkt. Bardzo szybko nawilża, bardzo fajna baza pod makijaż.
Pod oczy krem Hydrating, którego zadaniem jest redukcja opuchnięć oraz zasinień pod oczami - nie zauważyłam, natomiast w niewielkiej ilości zaaplikowany rano nie roluje się pod makijażem i nawilża.

6:05
Czas przejść do makijażu:



Dla zaoszczędzenia na czasie większość kosmetyków, które używam przy porannym makijażu zgromadziłam w jednej kosmetyczce. W zależności od potrzeb czasem tylko sięgam do innej kosmetyczki z zasobem cieni, aby wybrać coś pasującego.



1. Krem nawilżającyOlay na dzień z dodatkiem podkładu MaxFactor do jasnej karnacji SPF 15 - jeszcze może dwa, trzy użycia i będzie koniec (recenzja będzie po zakończeniu). Moja cera jest ostatnio w dobrej kondycji, nie lubię dużego krycia więc taki krem wystarczy
2.Korektor MaxFactor - lekki korektor, lekko rozświetlający, posiadam kolor Ivory 303 - również będę musiała pomyśleć o czymś nowym bo ten już na wykończeniu.
3. Puder Rimmel Match Perfection - kolor 100 Ivory - pierwszy raz dziś użyłam. Ale wydaje się ciekawym produktem

Krem Olay najbardziej lubię nakładać pędzlem  Maestro 20 140 spryskanym wodą termalną Avene. Oczywiście można nakładać krem  palcami.


Do pudru używam RealTechniques - dzięki temu pędzlowi można pudrem tylko lekko oprószyć twarz bez tworzenia efektu "starej pudernicy"
Następne:



Puder brązujący MAC, róż Glossy Rosewood (Kryolan dla Glossybox), Rozświetlacz MAC



Do konturowania twarzy oraz do różu używam pędzla z Ecotools- jest bardzo delikatny i przyjemny. Zastanawiam się nad kupieniem sobie jeszcze jakiegoś z ich pędzli. Bardzo miło mi się go używa.


Pędzlem z RealTechniques blush blush - nakładam rozświtlacz oraz rozcieram granice między brązerem a różem

Teraz czas na oko:

Moja ulubiona baza pod cienie- bez problemu cienie utrzymują się do 12h, nie zbierają się w załamaniu z czym miałam bardzo duży problem i wiele lat unikałam sypkich cieni.


Pod łuk brwiowy daję cień, który był w Glossybox .Emite Make up, NECT 23913- typowy rozświetlający cień, bardzo ładny jasnym cielistym kolorze,


Na powiekę ruchomą ostatnio daję cień z KOBO Professional 201 Iridescent pink. Bardzo ładny metaliczny róż- po roztarciu daje na powiece bardzo ciekawy efekty. Niestety przez fotografię nie udało mi się uzyskać efektu jaki cień daje na oku.


W załamanie powieki używam dolnego lewego cienia z wyżej zaprezentowanej paletki, natomiast przyciemniłam dolnym prawym cieniem. Jest to paletka IsaDora 52 Purple de Luxe (ma już chyba ze 100 lat - jakoś dotychczas mi się nie komponowały ponieważ gdy je kupiłam wydawało się, że są zbyt błyszczące, po starciu warstwy nawierzchniej stały się bardziej matowe i teraz nastał ich czas).


Do nałożenia cienia na całą powiekię używam pędzla Sephora Professionnel 9 eyeshadow (jeden z moich pierwszych pędzli jakie sobie kupiłam zaczynając pierwsze próby z makijażem)


Do nakładania cieni w załamanie powieki i dokładania kolejnej ilośći używam pędzelka z Ecotools niestety nie ma oznaczenia. Jest dość zbity, i krótki.


Do rozcierania granicy między cieniami  - HAKURO H 77

Czas na podkreślenie brwi.

Aqua Brow kolor 30 - ja i ten produkt zapoznajemy się. Przy tak niewielkiej ilości jaką używam do podkreślenia moich brwi będę go chyba używać do późnej starości.


Lekko utrwalam brwi żelem do stylizacji CATRICE Cosmetics

Pędzelek z CATRICE -  skośna końcówka idealna do brwi 

do wyczesania brwi używam wymytej szczoteczki ze starego tuszu do rzęs
Już tylko tusz na rzęsy obecnie kończę MaxFactor  EYE BRIGHTRNING - tusz pogrubiający dedykowany dla niebieskich oczu (recenzja niebawem).

6:30 Czas się ubrać. Ubranie mam już przygotowane. Zabieram dodatki do posiłków: dziś serek Bieluch naturalny, ogórek, sałata. Świerze bułki kupię sobie po drodze.

Tak było dziś. Czasem (zwykle w piątek) moja motywacja do wstania jest równa 0 i wtedy wstaję później a mój makijaż jest bardziej ubogi. Może kiedyś jeszcze zaproszę Was na poranny maraton.
O kilku zdjęciach zapomniałam, kilka mi rano nie wyszło... ale to właśnie urok porannej bieganiny.
Miłego tygodnia, Renata

środa, 2 kwietnia 2014

Powrót do przeszłości

Witajcie,

Dziś chcę Was zaprosić na wycieczkę do przeszłości.
Pamiętacie swoje ulubione książeczki z dziciństwa?
Pamiętacie co czytali Wam rodzice ?

Dziś Międzynarodowy Dzień Książeczki dla Dzieci, jednocześnie rocznica urodzin  Hansa Christiana Andersena
To fajna okazja żeby przypomnieć sobie swoje książeczki te ulubione. Moja ulubiona już bardzo "zmęczona" i nawet nie pamiętam oryginalnego tytułu a okładka się nie zachowała.







 Będąc już starsza pokochałam Opowieść wigilijną i co roku czytam sobie w Święta Bożego Narodzenia.

A Wy macie swoje ulubione książeczki? Może czytacie je swoim dzieciom ?
Zapraszam do wspominania :)

Miłego czwartku, Renata 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Ciągłe denko... czyli kilka słów o zużytych produktach

Witajcie,

Dziś powinnam zaserwować jakiś super żart, ale padam na twarz. To był męczący dzień i niestety bardzo poważny. Przewiduję, że wszystko pójdzie po mojej myśli jednak rezultatów dzisiejszych trudnych rozmów mogę spodziewać się najwcześniej we wtorek w przyszłym tygodniu. Trzymajcie kciuki.

Jest już wieczór, siedzę w domowym zaciszu, pranie się robi (ciekawe czy wynalazcy automatu ktoś przyznał przynajmniej odznaczenie?) pomyślałam, że w ramach relaksu przedstawię moich zdenkowanych.


Oczywiście nie musicie się obawiać, nie będę Was zamęczać historią wszystkich produktów, które udało mi się skończyć. O części z nich pisałam już wcześniej, pozostałe albo nie wymagają rekomendacji (np. płyn micelarny) albo próbki były zbyt małe żeby wyrobić sobie o nich konkretne opinie.
Opowiem dziś tylko o dwóch produktach Olay Total Effects


Na dzień wybrałam Krem Nawilżający pomagający zwalczać wypryski, na noc Ujędrniające nawilżenie. Oba kremy (chociaż na to nie wyglądają) mają pojemność 50 ml. 
Oba bardzo ładnie się wchłaniają, mają przyjemną konsystencję, nie zapychają. 
Tym razem nie będzie składu kosmetyków, bo muszę przyznać, że ciężko było mi poruszać się po stronie producenta (nie jest dość czytelna) i nie znalazłam tych konkretnych produktów. 

Krem na dzień jest dość lekki, bardzo fajnie sprawował się pod makijażem ma jednak dwie wady:
- pierwszą zobaczcie sami


To opakowanie to jakiś koszmar. Wielokrotnie po użyciu wycierałam nakrętkę. Muszę przyznać, że takie opakowanie nie zachęca do używania kremu.
Jeśli dla kogoś jest to istotne krem nie posiada SPF.  
Krem na noc jest bardziej treściwy, ale nie tłusty. I tu już używanie jest bardzo przyjemne. Krem posiada pompkę, dzięki której można go zużyć do końca. 



Wybrałam te kremy ponieważ trafiła mi się promocja. Sugerowałam się również tym, że wcześniej już miałam kilka produktów marki Olay i zawsze byłam z nich zadowolona.  Na pewno  jeszcze kiedyś sięgnę po te produkty.
Życzę miłej reszty tygodnia, Renata