sobota, 25 kwietnia 2015

PIĘĆ DNI BEZ TELEWIZJI- Podsumowanie

Witajcie,

Dziś czas na podsumowanie 5 dni bez telewizji.

Niby to nic takiego. Jednak potrzebowałam takiego czasu dla siebie. W spokoju, ciszy, bez paplaniny w tle. 
Tak jak oczekiwałam to był bardzo uważnie spędzony czas. Na co go wykorzystałam?

Na uporządkowanie kilku rzeczy w szufladzie komody. Na zaplanowaniu kolejnych dni.  

Znalazłam czas na bardzo pozytywny film pt.: 

Begin Again  (Zacznijmy od nowa )



O czym jest ten film? 
Moimi oczami patrząc : o dwojgu ludziach, których różni bardzo wiele: wiek, sytuacja życiowa, miejsce skąd pochodzą  - ale łączy ich zamiłowanie do muzyki. Bardzo pozytywny film. 
Nic nie szkodzi, że film jest trochę wyidealizowany ale jeśli człowiek uśmiecha się oglądając to sama przyjemność. Dużo muzyki i pozytywnej energii. - więcej Wam nie zdradzę, zobaczcie sami. 

Na co jeszcze znalazłam czas?

Na smutek, na kiepskie samopoczucie - tak na takie chwile też potrzebny jest czas.Na to aby smutek przyszedł oraz na to żeby odszedł.  

Znalazł się również czas na spacer i na zdjęcia, które teraz będę mogła sobie wykorzystać na tła np na FB gdzie serdecznie Was zapraszam. 

Może lista nie jest imponująca ale każdemu polecam taki czas. Jestem ciekawa czy ktoś zdecydowała się na wyzwanie.  Może jakieś inne wyzwania udało Wam się zrealizować w ostatnim czasie? Zachęcam do komentowania. 

Życzę Wam miłej niedzieli, zapraszam na FB gdzie staram się bywać coraz częściej i umieszczać dla Was ciekawostki. Do następego razu, Renata


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Czas bez telewizji- pięciodniowe wyzwanie.

Witajcie,

Dziś zapraszam wszystkich chętnych do podjęcia wyzwania:

5 DNI BEZ TELEWIZJI

Po okresie koszmarnej grypy, której echa ciągle jeszcze są odczuwalne (mimo, że minęło już trzy tygodnie) powoli wracam do życia. Grypa, przesilenie wiosenne - spowodowały, że w ostatnim czasie uległam swoim złym nawykom. Jednak czas już się ogarnąć. Podczas weekendu zauważyłam, że bezwiednie stałam się bezwolnym odbiorcą treści proponowanych przez telewizję. Jak to się odbywa?  
Ponieważ, mieszkam w domu dwupokoleniowym ze względów praktycznych mamy dwa telewizory.
Często bywa tak, że gdy przychodzę z pracy, jem obiad przy okazji "rzucę okiem" na program telewizyjny. Czasem gdy mnie zainteresuje dokończę oglądać, a to wywiąże się jakaś rozmowa na temat, a to właśnie zaczyna się coś nowego.... i tym sposobem nie wiadomo dlaczego i kiedy jest już godz. 19 - czas na programy informacyjne (z dawnych czasów zwane dziennikami). Ponieważ każdy ma inne preferencje przenoszę się do swojej części i odpalam drugi telewizor. I tu różnie :zwykle jeszcze coś robię: sprzątam, prasuje - ale gdy coś przykuje moją uwagę to jakoś wolno mi idzie robota. 
Skończy się jakiś program i przychodzi myśl: może na innym kanale nadają coś ciekawego? i pilot idzie w ruch. Jeden kanał, kolejny i jeszcze jeden . Czasem trafię na coś interesującego wtedy zostawiam program. Zwykle jednak nie znajduję nic interesującego wówczas zamiast wyłączyć telewizor - wybieram "mniejsze zło" i zostawiam gadające pudło zajmując się inną robotą. 
Powiedzmy sobie prawdę - poziom proponowanych programów w naszej telewizji jest krytyczny. 
Większość filmów szumnie ogłaszanych jako MEGA HIT - to stare, nadawane już wielokrotnie na różnych stacjach filmy, które już widziałam (niektóre nawet wielokrotnie). Proponowane programy zwane rozrywkowymi to istna rozpacz. Czy ktoś może mi wytłumaczyć jakie emocje ma we mnie wywołać skaczący do wody "celebryta"?. ( Jest pewna grupa programów, których nie oglądam ponieważ uważam, że robią one więcej szkody niż pożytku i to nawet nie chodzi o oglądających ale bardziej mam na myśli uczestników - w związku z tym z zasady pomijam pewne produkcje - nie włączam ich nawet do prasowania i sprzątania jako tło) 
Z głową pełną takich przemyśleń, z pewnymi pokładami złości na kiepską ramówkę telewizyjną i może trochę w ramach mojego cichego protestu - postanowiłam najbliższe dni uczynić dniami bez telewizji. 

Od poniedziałku (czyli od dziś) nie przysiadam przy włączonym telewizorze przy posiłku, nie traktuję telewizora jako tła zagłuszającego ciszę domową 

W moim przypadku nie chodzi o to, że czuję się uzależniona od telewizora bardziej interesuje mnie czym ciekawym zajmę się gdy bodźce z pudła nie będą do mnie dochodzić? Może posłucham ładnej muzyki, może szybciej skończę rozpoczętą pracę bo poświęcę jej całą moją uwagę i starczy mi czasu na coś jeszcze? Może sięgnę po ciekawą książkę? Może zobaczę jakiś film, którego nie widziałam lub ugotuję coś nowego i pysznego? Mówiąc prawdę na takie właśnie efekty liczę i chyba tego właśnie mi potrzeba. 
Po zakończeniu pięciu dni na pewno będę bardziej starannie wybierać programy i postaram się wyłączać telewizor gdy poświęcam czas na inne czynności (nawet jeśli to tylko prasowanie).

Telewizor to taki cichy pożeracz naszego czasu i uwagi. Dlaczego cichy? bo czasem bezwiednie wkręcamy się w oglądanie mimo, że plan był zupełnie inny i tylko mieliśmy "rzucić okiem".
Postanowiłam, że na koniec każdego z tych pięciu dni wypiszę wszystkie czynności, które uda mi się zrobić do końca i w sobotę podsumuję mój tydzień. Ciekawe jakie przemyślenia będę mieć po tych pięciu dniach?  Czy sama siebie czymś zaskoczę?

Wiem, że dla wielu z Was to nie jest wyzwanie bo najzwyczajniej nie posiadacie w domu telewizora. Nie powiem taka myśl mnie kusiła już kilkakrotnie jednak moja druga połowa uważa, że to nie jest dobry pomysł i jako kluczowy argument zawsze słyszę, że przecież możemy oglądać ciekawe filmy z płyt lub Discovery lub National Geographic. No niby możemy ale zwykle kończy się na filmie emitowanym po raz setny przez  przez kolejną stację telewizyjną. 
W myśl zasady : Jeśli chcesz zmiany zacznij od siebie - ja zaczynam.

Ciekawi mnie jak to jest u Was? Jeśli ktoś ma ochotę zachęcam aby przyłączył się do wyzwania i może zechcecie się podzielić jak Wam idzie? 

Nadal zapraszam na FB   może z Waszą pomocą uda mi się wprowadzić tam życie, oraz na Instagram który z każdym dniem podoba mi się coraz bardziej. Zapraszam również do pozostania na dłużej na blogu. 

Miłego tygodnia :), Renata 








niedziela, 12 kwietnia 2015

Mini denko - Tołpa krem-mus pod prysznic, Ziaja mydło do rąk w żelu, Lirene płyn micelarny.

Witajcie,

W dzisiejszym poście zapraszam Was na recenzję kilku kosmetyków.
Jak już wspominałam we wcześniejszych postach sukcesywnie pozbywam się nadmiaru rzeczy dotyczy to również kosmetyków (zwłaszcza pielęgnacyjnych). Pomyślałam, że przy okazji napiszę o nich kilka słów.


1. LIRENE płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu. Pojemność 200 ml.

Skład:


Produkt zawiera  witaminę C, ekstrakt z miodu oraz D-pantenol, cząsteczki gliceryny, których zadaniem jest zapewnieni optymalnego poziomu nawilżenia

Kupiłam ten produkt w grudniu i używałam go przez cały pobyt nad morzem oraz jeszcze przez jakiś czas po przyjeździe. Płyn służył mi raczej do zmycia twarzy po całym dniu. W czasie grudniowego odpoczynku postawiłam na pielęgnację i ochronę mojej skóry twarzy. Rano używałam tego płynu do zmycia pozostałości kosmetyków pielęgnacyjnych jakie zastosowałam na noc.
W takiej roli sprawdził się znakomicie. Nie podrażnił oczu, nie wysuszył mi skóry ( nie mam raczej skłonności do podrażnień skóry, oraz nie mam wrażliwych oczu).
 Produkt był bardzo przyjemny w użyciu.
Po przyjeździe do domu dla testu starałam się użyć tego płynu do demakijażu. O ile z podkładem, pudrem
 i różem poradził sobie dobrze niestety demakijaż oczu był koszmarem. Płyn nie był w  stanie zmyć tuszu z rzęs, mimo kilkukrotnej zmiany płatków. Tusz się rozmazywał i konieczne było użycie dodatkowych produktów.

Podsumowanie:
Czy kupiłabym ten produkt ponownie: tak ponieważ nie był drogi (ceny nie pamiętam, kupiłam w promocji)
i sprawdził się w roli toniku oraz przy moim obecnym demakijażu jako ostatni krok również sprawdza się bardzo dobrze. Nie użyłabym jednak tego produktu jako samodzielny preparat do demakijażu bo miałabym poczucie źle umytej twarzy, a zwłaszcza oczu.

2. TOŁPA SPA ECO Vitality, aksamitny krem-mus pod prysznic i do kąpieli, hypoalergiczny. Pojemność 270 ml.

Skład:

Producent zapewnia, że produkt nie posiada sztucznych barwników, PEG-ów, SLS-ów, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i donorów formaldehydu (jeśli ktoś wie co to jest będę wdzięczna za wyjaśnienie).
Ten produkt również pojechał ze mną na grudniowe wakacje. I całe szczęście, że nie zabrałam niczego innego bo pewnie przywiozłabym go w całości do domu. Dlaczego? ponieważ zapach i kolor raczej nie zachęcał mnie do używania tego produktu. Zapachu nie mogę Wam zaprezentować, jednak trochę przybliżę kolor

To naturalny kolor kosmetyku (jak przekonuje producent).
Jeśli chodzi o użycie: można tego produktu używać zarówno jako żelu pod prysznic, oraz jako płynu do kąpieli. Ja stosowałam go jedynie jako żel pod prysznic. I owszem mył, nie wysuszał mi skóry, jednak jeśli chodzi o mnie był zbyt wodnisty co powodowało, że bardzo szybko spływał z ciała. I zapach - dla mnie nie do przejścia - nie umiem nazwać tego zapachu ale powodował że miałam wrażenie jakbym codziennie używam błota pod prysznicem. Męczyłam się strasznie.
Mimo potencjalnych walorów dla mojej skóry nie kupię tego produktu.

3. ZIAJA Mydło do rąk w żelu. pojemność 270 ml. 


Skład:


Moja rodzina bardzo lubi ten produkt. Pachnie bardzo przyjemnie, myje, niestety moje dłonie są dość wrażliwe i ten produkt trochę je wysusza. Mimo tego właśnie w użyciu kolejna butelka. Lubię go mieć w kuchni, niewielka ilość wystarczy aby zmyć tłuszcz z dłoni.  Cena na stronie obecnie w promocji 5,90.
Mydło dostępne jest w czterech wersjach zapachowych:
Grapefruit z zieloną miętą, Maringa z kokosem, Herbata z cynamonem, Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą.

Życzę Wam miłego tygodnia, 
zapraszam na mojego FB, który może trochę wspólnie ożywimy oraz na Instagram gdzie powoli się rozkręcam. 


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Projekt Szczęście - Podsumowanie Lutego w Kwietniu

Witajcie,

Czas na podsumowanie kolejnego miesiąca w Moim Projekcie Szczęście.
Podsumowanie było już wprawdzie częściowo przygotowane, ale dopadło mnie wiosenne zniechęcenie i jakoś nie było mi po drodze aby dokończyć post. Dziś w Świąteczny dzień pomyślałam, że czas zrobić podsumowanie i podać plany na najbliższe tygodnie.
Jak mi poszło?

Niestety nie mogę obwieścić spektakularnego sukcesu, jednak zmiany na lepsze rozpoczęte w trakcie realizacji.

ZADBAJ O SWOJE CIAŁO

Udaje mi się utrzymać pięć posiłków dziennie. Staram się aby przerwy między posiłkami nie były dłuższe niż 3-4 godzin.
Niestety, trudno utrzymać niską kaloryczność potraw. Jeśli chodzi o owoce i warzywa to nie jest najlepszy sezon. Kupienie czegoś smacznego (warzywa, owoce) nie zawsze jest możliwe lub wymaga częstszych wizyt w sklepach a muszę przyznać, że nie zawsze mam czas na zakupy. Jednak staram się, żeby każdy mój posiłek zawierał jakiś owoc lub warzywo. 

ZRÓB BADANIA

Tę część udało mi się częściowo zrealizować w luty, częściowo mam jeszcze kilka wizyt przed sobą. Konieczna będzie również wizyta u optyka po nowe okulary. Cieszą mnie nowe oprawki, które na pewno sobie sprawię :)

PAMIĘTAJ O REGULARNEJ PIELĘGNACJI

Tutaj muszę pochwalić się sukcesem. Udało mi się naprawdę regularnie używać peelingu, nakładać kremy itd. Te czynności sprawiają mi ogromną przyjemność zwłaszcza maseczki. Zaprzyjaźniam się również z ogólnie znanym i powszechnie lubianym olejem kokosowym. Uwielbiam go za zapach. Co do właściwości pielęgnacyjnych jeszcze wstrzymam się z ostatecznymi opiniami ale na pewno wprowadzę go na stałe do mojej pielęgnacji.

WIĘCEJ SIĘ RUSZAJ

Tutaj niestety nie mogę pochwalić się osiągnięciami. Myślałam o siłowni, może jakieś inne zajęcia ruchowe- niestety na myśleniu się skończyło. Udało mi się kilka razy przyjść do domu z pracy na piechotę (jakieś 40 minut dość intensywnego spaceru) jednak zdaję sobie sprawę z tego, że to zdecydowanie zbyt mało i nad tym punktem będę musiała jeszcze intensywnie popracować. Mam nadzieję, że dłuższe dni oraz ładniejsza pogoda na pewno mi pomoże.

To w dość telegraficzym skrócie podsumowanie miesiąca lutego. 
Pod koniec lutego postanowiłam, że marzec będzie takim miesiącem utrwalenia pewnych nawyków, zakończenia pewnych spraw. Nadal "prześladuje" mnie pewne niedokończone zadanie ze stycznia i liczyłam na to, że marzec będzie idealnym miesiącem na zamknięcie tej coraz bardziej ciążącej mi sprawy. 

Niestety w połowie marca przyplątała się okropna grypa. Początkowo walczyłam z nią domowymi sposobami, jednak z każdym dniem było coraz gorzej. Koszmarna gorączka, brak apetytu, kaszel, katar, zatkane zatoki. Taki stan towarzyszył mi w zasadzie przez dwa tygodnie. Skończyło się wizytą u lekarza i L4. Święta miałam pod znakiem choroby bo zaraz po mnie wszyscy domownicy mieli to samo. I tak sobie wspólnie siedzimy w domu, chorujemy, dochodzimy do siebie. Bez przysmaków świątecznych (nikt nie miał ochoty na jedzenie), bez wielkich dekoracji bez wizyt. Za oknem śnieg na przemian z deszczem i wiatr, i ogólnie mało zachęcająco. Ta grypa to jakiś koszmar. Taka chora nie byłam już bardzo dawno, kilkudniowa wysoka gorączka i brak apetytu bardzo mnie osłabiły. 
To była jedna z tych chorób, która wyłącza człowieka na kilka dni zupełnie. Myśli się tylko o łóżku i o niczym więcej. Nie miałam ochoty zupełnie na nic w związku z czym nie zrobiłam planów na kwiecień. 

Dziś myślę sobie, że kwiecień będzie doskonałym miesiącem na zakończenie ciągnącego się zadania ze stycznia oraz na utrwalenie pewnych przyzwyczajeń z lutego.
Oczywiście tylko takie założenia to trochę za mało i na pewno pojawią się jakieś mniejsze cele do realizacji.
Jednym (może wcale nie takim małym celem) będzie większe zadbanie o bloga. Chciałabym poświęcić więcej czasu na wpisy. Myślę, że mam kilka fajnych pomysłów. Zapraszam Was również na FBoraz na Instagram. Naprawdę postaram bywać tam regularniej.

Ponieważ dość mocno przyłożyłam się ostatnio do projektu denko, mam sporo pustych opakowań i kilka słów do powiedzenia na temat kilku kosmetyków. Moim długoterminowym celem jest ograniczenie zbieractwa kosmetycznego. Chcę postawić na jakość. Moja komoda z kosmetykami przeszła już pierwszy przegląd. Wyleciały wszystkie przeterminowane kosmetyki teraz zużywam wszystkie otwarte kremy, balsamy itp. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jakie mam zapasy. Dzięki takiemu postępowaniu oraz realizacji celu z lutego (Dbaj o regularną pielęgnację) wypracowałam sobie ulubione formy pielęgnacji i to widać na mojej cerze.

Cieszy mnie, że mimo tego, że nie pojawiały się regularne wpisy jednak zaglądacie do mnie. To bardzo miłe. Dziś czuję się już prawie dobrze, chociaż koszmarny kaszel ciągle jeszcze mi dokucza. Jutro wracam do pracy po L4. Mam nadzieję, że wrócę do formy dość szybko i będę mogła realizować dalej moje postanowienia i plany.

Życzę Wam miłego tygodnia po Świętach i do kolejnego wpisu :)