poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Czas bez telewizji- pięciodniowe wyzwanie.

Witajcie,

Dziś zapraszam wszystkich chętnych do podjęcia wyzwania:

5 DNI BEZ TELEWIZJI

Po okresie koszmarnej grypy, której echa ciągle jeszcze są odczuwalne (mimo, że minęło już trzy tygodnie) powoli wracam do życia. Grypa, przesilenie wiosenne - spowodowały, że w ostatnim czasie uległam swoim złym nawykom. Jednak czas już się ogarnąć. Podczas weekendu zauważyłam, że bezwiednie stałam się bezwolnym odbiorcą treści proponowanych przez telewizję. Jak to się odbywa?  
Ponieważ, mieszkam w domu dwupokoleniowym ze względów praktycznych mamy dwa telewizory.
Często bywa tak, że gdy przychodzę z pracy, jem obiad przy okazji "rzucę okiem" na program telewizyjny. Czasem gdy mnie zainteresuje dokończę oglądać, a to wywiąże się jakaś rozmowa na temat, a to właśnie zaczyna się coś nowego.... i tym sposobem nie wiadomo dlaczego i kiedy jest już godz. 19 - czas na programy informacyjne (z dawnych czasów zwane dziennikami). Ponieważ każdy ma inne preferencje przenoszę się do swojej części i odpalam drugi telewizor. I tu różnie :zwykle jeszcze coś robię: sprzątam, prasuje - ale gdy coś przykuje moją uwagę to jakoś wolno mi idzie robota. 
Skończy się jakiś program i przychodzi myśl: może na innym kanale nadają coś ciekawego? i pilot idzie w ruch. Jeden kanał, kolejny i jeszcze jeden . Czasem trafię na coś interesującego wtedy zostawiam program. Zwykle jednak nie znajduję nic interesującego wówczas zamiast wyłączyć telewizor - wybieram "mniejsze zło" i zostawiam gadające pudło zajmując się inną robotą. 
Powiedzmy sobie prawdę - poziom proponowanych programów w naszej telewizji jest krytyczny. 
Większość filmów szumnie ogłaszanych jako MEGA HIT - to stare, nadawane już wielokrotnie na różnych stacjach filmy, które już widziałam (niektóre nawet wielokrotnie). Proponowane programy zwane rozrywkowymi to istna rozpacz. Czy ktoś może mi wytłumaczyć jakie emocje ma we mnie wywołać skaczący do wody "celebryta"?. ( Jest pewna grupa programów, których nie oglądam ponieważ uważam, że robią one więcej szkody niż pożytku i to nawet nie chodzi o oglądających ale bardziej mam na myśli uczestników - w związku z tym z zasady pomijam pewne produkcje - nie włączam ich nawet do prasowania i sprzątania jako tło) 
Z głową pełną takich przemyśleń, z pewnymi pokładami złości na kiepską ramówkę telewizyjną i może trochę w ramach mojego cichego protestu - postanowiłam najbliższe dni uczynić dniami bez telewizji. 

Od poniedziałku (czyli od dziś) nie przysiadam przy włączonym telewizorze przy posiłku, nie traktuję telewizora jako tła zagłuszającego ciszę domową 

W moim przypadku nie chodzi o to, że czuję się uzależniona od telewizora bardziej interesuje mnie czym ciekawym zajmę się gdy bodźce z pudła nie będą do mnie dochodzić? Może posłucham ładnej muzyki, może szybciej skończę rozpoczętą pracę bo poświęcę jej całą moją uwagę i starczy mi czasu na coś jeszcze? Może sięgnę po ciekawą książkę? Może zobaczę jakiś film, którego nie widziałam lub ugotuję coś nowego i pysznego? Mówiąc prawdę na takie właśnie efekty liczę i chyba tego właśnie mi potrzeba. 
Po zakończeniu pięciu dni na pewno będę bardziej starannie wybierać programy i postaram się wyłączać telewizor gdy poświęcam czas na inne czynności (nawet jeśli to tylko prasowanie).

Telewizor to taki cichy pożeracz naszego czasu i uwagi. Dlaczego cichy? bo czasem bezwiednie wkręcamy się w oglądanie mimo, że plan był zupełnie inny i tylko mieliśmy "rzucić okiem".
Postanowiłam, że na koniec każdego z tych pięciu dni wypiszę wszystkie czynności, które uda mi się zrobić do końca i w sobotę podsumuję mój tydzień. Ciekawe jakie przemyślenia będę mieć po tych pięciu dniach?  Czy sama siebie czymś zaskoczę?

Wiem, że dla wielu z Was to nie jest wyzwanie bo najzwyczajniej nie posiadacie w domu telewizora. Nie powiem taka myśl mnie kusiła już kilkakrotnie jednak moja druga połowa uważa, że to nie jest dobry pomysł i jako kluczowy argument zawsze słyszę, że przecież możemy oglądać ciekawe filmy z płyt lub Discovery lub National Geographic. No niby możemy ale zwykle kończy się na filmie emitowanym po raz setny przez  przez kolejną stację telewizyjną. 
W myśl zasady : Jeśli chcesz zmiany zacznij od siebie - ja zaczynam.

Ciekawi mnie jak to jest u Was? Jeśli ktoś ma ochotę zachęcam aby przyłączył się do wyzwania i może zechcecie się podzielić jak Wam idzie? 

Nadal zapraszam na FB   może z Waszą pomocą uda mi się wprowadzić tam życie, oraz na Instagram który z każdym dniem podoba mi się coraz bardziej. Zapraszam również do pozostania na dłużej na blogu. 

Miłego tygodnia :), Renata 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz